ZDJĘCIA I PODRÓŻE

Podróżując fotografuje. Wielomiesięczne wyprawy do Ameryki Południowej i Azji stały się jej sposobem na życie. Jeździ sama, dzięki temu ma większą otwartość na ludzi i nowe doświadczenia. Szuka bocznych dróg i rzadko odwiedzanych wiosek.

18-10-2017

CIUDAD PERDIDA - ZAGUBIONE MIASTO W KOLUMBII

Miasto znajduje się w naprawdę bardzo niedostępnej okolicy w górach, okrążone dżunglą. Już pierwszego dnia mieliśmy przygodę. Do naszego obozowiska przyszedł mężczyzna i zaproponował wizytę w "fabryce kokainy" (sprzedawał bilety jak do kina). Miejsce produkcji znajdowało się pośród gęstych porośli, w namiocie, gdzie tamtejszy pracownik, jak nauczyciel na lekcjach chemii zaprezentował nam cały proces od początku do końca.

Teraz żołnierze zrobili porządek z plantacjami koki. Jest ciężko, ponieważ wcześniej całe wioski były przy tym zatrudnione. Nasz przewodnik zaczął jak miał 10 lat. Opowiadał, że aby wyprodukować 1 kg czystej kokainy trzeba zebrać 100 kg liści koki. Niezbędna do produkcji jest również benzyna, sól i wapno w ogromnych ilościach. Wyprodukowanie jednego kg zajmuje 5 osobom aż 10 dni i dostają za to 4 tys. $, z czego 2 tys. potrzebne jest na składniki, które muszą sami opłacić.

Na szlaku mijaliśmy lud Tayrona, to Indianie, którzy są pół nomadami i co 15 dni przenoszą się z wioski do wioski. Rodziny żyją tam oddzielnie - kobiety z córkami a mężczyźni z synami. Szaman mieszka poza wioską i jest reprezentantem ogółu. Również kobiety mają żeński odpowiednik uzdrowiciela - coś na kształt "dobrej czarownicy". Wszystkie decyzje są podejmowane wspólnie na zgromadzeniach. W wiosce znajduje się "więzienie" dla tych co zdradzają swoich małżonków.

Mężczyźni żyjący w Ciudad Perdida noszą długie włosy i wąsy, kobiety trzymają dzieci w torbach zawieszonych na głowie. Wszyscy ubrani są w białe szaty i maja kolorowe małe torebki. Mężczyźni czasami zakładają kapelusz w kształcie odwróconego kielicha, też biały. Żonaci żują liście koki i maja specjalne naczynie z wapnem (katalizatorem), którego części oznaczają składnik męski i żeński. Wszystkie zasiewy i plony uzależnione są od faz księżyca. Większość z nich nie wie, ile ma lat, bo żyją bez znanego nam kalendarza. Są nieśmiali, poważni i bardzo dumni. Swoje wędrówki tłumaczą obrotem ziemi. Skoro ziemia się porusza, oni też powinni. W wędrówkach towarzyszą im świnie prowadzone na sznurkach.

Na szlaku było potwornie gorąco i wilgotno, dokuczały też komary. Te nieprzyjemności rekompensowały piękne widoki i pływanie w górskich rzekach. Ostatniego dnia przed Zagubionym Miastem przekraczaliśmy brud aż 9 razy. Przez 3 dni spadły hektolitry deszczu. To nie stanowiło takiego problemu, bo wciąż było bardzo ciepło. Pierwszy raz wędrowałam w górach w kostiumie kąpielowym i w klapkach. Niebezpiecznym zjawiskiem był wiatr, tak silny, że przewracał drzewa w dżungli. Jeden z kolegów z grupy nie zdążył się schować i pęknięta gałąź dość mocno go uderzyła. Mieliśmy też problem z koleżanką z Kolumbii, która paliła mnóstwo marihuany. W pewnym momencie zasłabła i nie mogła oddychać. Myśleliśmy, że za chwile umrze na naszych oczach! Pech chciał, że zdarzyło się to na ostatnim odcinku szlaku, gdzie nie ma przejścia dla mułów. Nasz przewodnik i kilku lokalnych musiało ja nieść na barana, co nie było łatwe na mokrych skałach. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Do miasta prowadzi niezliczona ilość kamiennych schodów, potem widzi się tarasy i łatwo można sobie wyobrazić, gdzie stały domy. Miejsca zgromadzeń i kultu są wciąż świetnie zachowane. Miasto leży w górach, otoczone ze wszystkich stron piękną dżunglą i wodospadami. W XII mieszkało tutaj około 2300 rodzin, ale przyszli kolonizatorzy z chorobami - gruźlicą i syfilisem, pogwałcili kobiety i pozarażali Indian. Jak zaczęli wymierać szamani, to ludzie postanowili opuścić to miejsce jako przeklęte.
Dzisiaj jest tam sporo mundurowych. To zarówno regularna armia dobrych wojskowych jak i niezbyt przychylnych paramilitarnych. Każda agencja płaci haracz oddziałom paramilitarnym za bezpieczeństwo turystów. Są niebezpieczni, jak mafia. Niestety mają powiązania z politykami. Każdy w mieście wie, kto jest z oddziału i kogo unikać. Pozytywnym aspektem tej sytuacji jest to, że zarówno żołnierze jak i paramilitarni dbają o turystów, paramilitarni - bo z nich żyją, żołnierze - bo muszą.