ZDJĘCIA I PODRÓŻE

Podróżując fotografuje. Wielomiesięczne wyprawy do Ameryki Południowej i Azji stały się jej sposobem na życie. Jeździ sama, dzięki temu ma większą otwartość na ludzi i nowe doświadczenia. Szuka bocznych dróg i rzadko odwiedzanych wiosek.

29-11-2017

HMONGOWIE NAZYWANI CZARNYMI

Wietnam pożegnałam wyjazdem w góry północy. Sapa to miasteczko jak polskie Zakopane, skupisko hoteli, restauracji, sklepów z pamiątkami i podróbkami The North Face, z urzekającą panoramą. Po ulicach krążą kobiety Czarne Hmong oferując trekking. Zarówno one jak i ja chcemy uniknąć pośrednictwa agencji turystycznych, więc świetnie się rozumiemy. Po ulicach Sapa jeździ samochód przedstawicieli władz agitujący przez głośnik do niekupowania rękodzieła prosto od Hmongów i niekorzystania z ich usług, jako przewodników. Władza chce kontrolować wpływy i oczywiście zarekwirować swój procent. Smutne, bo Hmongowie mają naprawdę nie wiele – w przeciwieństwie, do Wietnamczyków są bardzo uczciwi i dają rozsądną cenę. Na szczęście efekt nawoływań jest odwrotny do zamierzonego.

Hmongowie nazywani są Czarnymi, bo noszą lniane czarne ubrania, zarówno mężczyźni jak i kobiety. Stroje niewiast zdobione są haftami, w uszach duże koczyki, we włosach metalowe grzebienie, które spinają w bardzo charakterystyczny dla siebie sposób. Łydki również obwiązują czarnym materiałem. Panowie lubią biżuterię, ich szyje zdobią pokaźne kolie.

Dziewczyny pracują w parach. Mimo, że nigdy nie chodziły do szkoły, nie umieją pisać i czytać, nauczyły się angielskiego od turystów i jest to znajomość języka imponująco dobra. Również radzą sobie z obsługiwaniem komórki. Są super, zaradne i pracowite, w przeciwieństwie do mężczyzn, którzy ani me ani be po angielsku. Yen i Pei oprócz tego, że szukają turystów, gotują dla nich i zabierają na wycieczki w góry, to dodatkowo pracują w gospodarstwie i na polach ryżowych. Opiekują się dziećmi i jeszcze haftują pamiątki. Jedna z moich opiekunek mim tego, że była w 4 miesiącu ciąży nie miała taryfy ulgowej, druga z 2 miesięcznym dzieckiem też nie. Chata biedna, 2 izby - pierwsza z paleniskiem i druga z łóżkiem, na którym cała rodzina śpi razem. Zamiast podłogi glina, pod sufitem zawieszona żarówka. Wokół świnki i kury. Dzieci porządnie umorusane, z glutami do pasa. Może nie są najczystsze, ale najszczęśliwsze na świecie brykając po krzakach.

Trafiłam na moment przesadzania ryżu, więc wszyscy byli zajęci pracą w polu. Mokro, błoto, trasy ryżowe wyłaniały się z mgły, w lasach bambusowych stada pomarańczowych motyli. Ludzie pracujący grupowo pochyleni nad sadzonkami, brodzący bez butów w tarasach wypełnionych ciepłą wodą. Dziewczyny pracując cały dzień piją tylko raz dziennie - wieczorem zalewając ryż gorącą wodą. Są niebywale wytrzymałe. Dzieci w tobołkach na plecach płaczą tylko w momencie głodu. Poza tym ciężko się domyśleć ,że tam są żywe istoty. Ziemię orzą pługi z bawołami.

Na zakończenie dałam dziewczynom spodnie i w zamian sprezentowano mi kolczyki. Zawsze ci najbiedniejsi są najhojniejsi. W Sapa zaprosiłam Pei do kawiarni, mimo, że jest w miasteczku bardzo często, nigdy nie była w środku, nie zna herbaty ani kawy. To było dla niej spore przeżycie , światy Hamong i Wietnamczyków żyją całkowicie obok siebie.