ZDJĘCIA I PODRÓŻE

Podróżując fotografuje. Wielomiesięczne wyprawy do Ameryki Południowej i Azji stały się jej sposobem na życie. Jeździ sama, dzięki temu ma większą otwartość na ludzi i nowe doświadczenia. Szuka bocznych dróg i rzadko odwiedzanych wiosek.

10-10-2017

MENNONICI W BOLIWII

W Chuiquitos w Boliwii oprócz świadków Jehowy, ewangelików, katolików jest również miejsce dla Mennonitów. Mają w całej Boliwii około 57 kolonii, największą z nich liczy sobie 5 000 mieszkańców. Ich założycielem był Menno Simmonsa w 1539 w Holandii. Po I rozbiorze w 1772 musieli uchodzić z Prus przed służbą wojskową i część z nich udała się do Rosji, pozostali ulegli germanizacji. Ci zgermanizowani przybyli do Ameryki Południowej. Mieszkają w Meksyku, Belize i od jakiś 50 lat w Boliwii. Podstawą ich wiary jest Biblia i stworzyli społeczności o bardzo surowych obyczajach. W drodze do Kolonii podwiozłam jednego z Mennonitów i zaprosił mnie do domu. Miałam, więc okazję przyjrzeć się z bliska ich życiu.

Mennonici wyróżniają się strojem. Noszą ubrania prawdopodobnie takie jak w Holandii, ale to, co było dobre w tamtym klimacie nie koniecznie jest dobre w 40 stopniowym upale. Kobiety wciąż noszą pończochy, sukienki z ciemnych wzorzystych materiałów zapinane podszyje i za kolana, na głowie czarna chusta (w przypadku mężatki), lub biała (gdy panna do wzięcia) i dodatkowo słomkowy kapelusz ze wstążką. Mężczyźni maja granatowe ogrodniczki i w niebieskie paski koszule, na głowie czapkę lub od święta słomkowy kapelusz. Gdy chcą być eleganccy preferują czerń, w dzień ślubu panna młoda ma kremowa sukienkę. Wszystkie ubrania szyją kobiety własnoręcznie. Dziewczynki mają przepięknie upięte włosy w skomplikowane koszyczki. Ich siedliska nie tworzą miasteczek ani wsi, to ogromne farmy, jedna obok drugiej. Gospodarstwa liczą sobie po 50 hektarów. Przenieśli się do Boliwii, bo ziemia jest tania. Zorganizowani są w kolonie, a kolonie w obozowiska, w obozowisku wszystkie decyzje dotyczące społeczności przegłosowuje się większością głosów. Jedna z kolonii nazywa się Berlin. Mówią Plautdietsch, przestarzałą odmianą języka dolnoniemickigo, a ponieważ nie mają kontaktu z żywym językiem, (bo nie czytają gazet, nie mają telewizji, radia i częstych kontaktów ze światem zewnętrznym) przypuszczam, że ich język nie zmienił się wiele i jest podobny do niemieckiego z przed 300 lat.

Mennonici mają kolonie o mniej lub bardziej surowych zasadach. Nie przestrzeganie ich jest grzechem i grozi wykluczeniem ze społeczności. W życiu wyznają zasadę konieczności czy niezbędności, posiadają tylko to co potrzebne. Stąd skromne stroje, domostwa, nie mają samochodów, po kolonii poruszają się konnymi bryczkami, gdy odwiedzają miasta używają transportu publicznego. Za to maja traktory, maszyny do obróbki drewna, bo są potrzebne do pracy. Praca jest religią, od rana do nocy uprawiają ziemię tylko z przerwami na posiłki. Jedynie niedziela jest dniem wypoczynku. To czas na mszę, dobry posiłek i spotkanie ze znajomymi. Zakazany jest taniec, słuchanie i wykonywanie muzyki, mogą śpiewać, ale tylko po to, żeby chwalić Pana. Co dziwne mogą pić alkohol, ale pod warunkiem, że się nie upiją. W domu znajduje się absolutne minimum, wszystkie meble robione są przez mężczyznę, przykuwa uwagę piękna kołyska i kredens. Każdy przedmiot bardzo solidnie wykonany. Również zabawki robione są przez tatę, drewniana ciężarówka, traktor i maszyna do wiercenia studni uczą pracy. Szkoła w przypadku dziewczynek to 6 lat , chłopcy 7. Czytanie i pisanie jest po niemiecku, matematyka jedynie w praktycznym zakresie - liczenie i umiejętność wydawania pieniędzy. Geografia raczej nie, (nigdy nie słyszeli o Europie czy Polsce) i historia raczej też nie. Na moje pytanie kiedy przybyli do Ameryki Południowej, umieli jedynie powiedzieć, kiedy ich rodzina znalazła się w Boliwii. Ich historia zaczyna się kiedy zaczyna się ich życie. Również nie potrafili mi wyjaśnić dlaczego mówią po niemiecku. Tak jak ograniczają przedmioty niezbędne do życia tak też ograniczają wiedzę, która wprowadza niepotrzebny zamęt. 7 klas całkowicie wystarcza do uprawiania ziemi. Nie zawierają mieszanych małżeństw. Starają się szukać wybranki wśród członków społeczności lub wśród sąsiednich kolonii. Nie grzeszą urodą, dominuje typ czerstwy, przeważa blond i rudy. Dzieci maja słomiane włosy i niebieskie oczy. Kobiety rodzą nawet i po 18 dzieci. Byłam bliska popełnienia nietaktu, bo wzięłam żonę mojego gospodarza za jego matkę. On około 42 całkiem całkiem, a ona bezzębna, siwawa, wyglądającą na znacznie starszą. Dumna matka ¨jedynie ¨ (jak to ujął mój gospodarz) 11 potomstwa. Chłopcy znacznie bardziej odważni w kontaktach z obcymi, dziewczynki potwornie nieśmiałe. Kobiety zawsze za mężczyzną, nie patrzą w oczy, nie mówią po hiszpańsku. Z racji konieczności prowadzenia sprzedaży swoich produktów, mężczyźni jedynie ze słuchu uczą się hiszpańskiego i to oni są oknem na świat. Mój gospodarz powiedział, że nie wielu myśli o zmianie stylu życia, mimo licznych pokus. Boliwijczycy ich szanują , bo są uczciwi i ciężko pracują, nie przynoszą nikomu szkody.