ZDJĘCIA I PODRÓŻE

Podróżując fotografuje. Wielomiesięczne wyprawy do Ameryki Południowej i Azji stały się jej sposobem na życie. Jeździ sama, dzięki temu ma większą otwartość na ludzi i nowe doświadczenia. Szuka bocznych dróg i rzadko odwiedzanych wiosek.

31-10-2017

MRAUK U - KRAINA ŚWIĄTYŃ

Z Mrauk U jakaś dziwna historia, wielu ludzi chciałaby tam pojechać, ale ciężko znaleźć informacje o transporcie, krążą różne plotki. Wg przewodnika droga lądowa jest niedozwolona dla turystów i pozostaje jedynie samolot do Sittwe a potem łódź. W Internecie znalazłam wiadomość, że jednak można autobusem dostać się do Taunggok. Kiedy szukaliśmy autobusu znowu powiedziano nam, że turyści nie mogą z niego korzystać. Koniec końców znalazłyśmy przewoźnika, który chciał sprzedać bilety obcokrajowcom, ale niestety wszystkie miejsca wysprzedane. Dano nam nadzieję, że może w Pyay uda nam się złapać jakiś autobus. Chcąc nie chcą zdecydowaliśmy się pojechać pociągiem do Pyay. Przyjechaliśmy w nocy, więc się przespaliśmy, następnego dnia na dworcu znowu usłyszałyśmy to samo, że biletów nie ma. Kazano nam o 20:00 stanąć na drodze i zatrzymywać autobusy, może jakiś kierowca się zlituje i nas zabierze. Aura nam sprzyjała, bo wyjątkowo była silna burza, w strugach deszczu wyglądaliśmy na godne politowania. Autobus, który stanął był wypełniony po brzegi, zajęta była całkowicie podłoga miedzy siedzeniami, pomocnik kierowcy oddał nam swoje miejsce na pokrywie silnika z przodu, sam stojąc całą drogę na schodku. Było tak mało miejsca, że musiałam przesuwać nogę, żeby kierowca mógł zmieniać biegi. Droga była bardzo kręta, po wzgórzach i po wertepach, nie idzie spać, nie ma co zrobić z chwiejąca się głową. Silnik się grzał i co półgodziny zatrzymywaliśmy się, żeby polać go wodą. Inne częste przerwy to na siusiu i jedzenie. Dodatkowym urozmaiceniem były checkpointy legitymujące pasażerów. Legendy krążą, że punktów kontrolnych jest 10, my doświadczyliśmy tylko 3. Po 8 godzinach takiej jazdy dotarliśmy do Taunggok, by złapać szybką łódź do Sittwe o 6:00 rano. Tym razem luksusy, łódź z klimatyzacją, czuje się jak w samolocie, TV i gorący posiłek. Przez 10 godzin romantyczny birmański pop przeplatany lokalnymi produkcjami telenowel. Generalnie bardzo dramatycznie, dużo miłości, przemocy i zdrady. W Sittwe się przespaliśmy i znowu rano o 7: 00 kolejna łódź. Od celu dzieli na już tylko 6 godzin. Łódź jest drewniana i prywatna, wynajęta przez 6 osób (my dwie i 4 osobowa rodzinka). Zasada jest taka, że łódź będzie czekała na nas przez 4 dni, żeby zabrać nas z powrotem z Mrauk U do Sittwe. Po 4 dniach w drodze wreszcie wymarzone Mrauk U. Mrauk U to setki starych świątyń porozrzucanych między wzgórzami. Specjalnością jest nie tylko piękny krajobraz i stupy, ale również pełne życia wioski między nimi. Uwielbiałam ranną lub wieczorną porą (bo w środku dnia zbyt gorąco) wziąć rower i jechać przy rzece, po polnych drogach od jeden świątyni do drugiej, ptaszki śpiewają, kwiaty kwitną. Po drodze mija się ludzi niosących metalowe dzbany pełne wody ze studni, mnichów z misami zbierających ofiary. Kobiety i dzieci mają pomalowane twarze na żółto utartym korzeniem drzewa thanaka dla urody i ochrony przed słońcem. Turystów tutaj można policzyć na placach obu rąk, więc ma się świątynie tylko dla siebie. Moją ulubioną jest Kothaung Paya (świątynia 90 000 wizerunków Buddy) z bocznymi dwoma korytarzami. Ściany tuneli pokrywają rzeźby Buddy, jest mroczno, chłodno, gdzie nie gdzie prześwituje słońce, mnisi medytują, cisza. Dni żegnane zachodami słońca. W tych okolicznościach poznaliśmy lokalnego artystę malarza Shwe Maung Thar oddającego piękno krajobrazu na płótnach olejnych. Przez 26 lat pracował jako urzędnik państwowy, zaczął malować dopiero, kiedy przeszedł na emeryturę i osiągnął sukces. W młodości miał spory problem z alkoholem, który udało mu się pokonać. Jest dowodem na to, ze nigdy nie jest za późno na zmianę swojego życia i oddanie się pasji. Gloria kupiła od niego obraz z birmańskim kalafiorem. Następną uroczą osobą była dziewczyna A Lan z restauracji For you. Jej Tata zmarł i teraz ona jako najmłodsza z 3 sióstr jest odpowiedzialna za 10 osobową rodzinę. Pracuje 7 dni w tygodniu bez żadnej przerwy od 07: 00 rano do 22:00. Jej restauracja słynie z domowej roboty makaronu i lodów. Maszyna do ich wytwarzania wygląda, co najmniej groźnie, lody mają sezonowe smaki, my trafiliśmy na te zrobione z bakłażana z orzechami. Jej 6 młodszych braci roznosi lody w pudełku na plecach po okolicznych wioskach ku radości dzieciaków. A Lan była taka kochana, że przed naszym odjazdem przyszła się pożegnać i przyniosła pęk bananów na drogę.