ZDJĘCIA I PODRÓŻE

Podróżując fotografuje. Wielomiesięczne wyprawy do Ameryki Południowej i Azji stały się jej sposobem na życie. Jeździ sama, dzięki temu ma większą otwartość na ludzi i nowe doświadczenia. Szuka bocznych dróg i rzadko odwiedzanych wiosek.

03-11.2017

TSAATAN

Tsaatan, czyli Ci, którzy mają renifery (Tsaa) – tak ich nazywają Mongołowie. To niewielka społeczność Dukha zamieszkująca północną taigę Mongolii przy granicy z syberyjską republiką Tuvy. Są ostatnimi nomadami zależnymi od wypasu reniferów. Pochodzą z Tuvy i od ich braci po rosyjskiej stronie oddziela ich granica. Dopiero w 1956 roku otrzymali mongolskie obywatelstwo. W czasach komunizmu podejmowano próby osiedlenia Tsaatan przy jeziorze Tsagaan Nuur, ale ten koczowniczy lud trudniący się polowaniem i wypasem reniferów uciekł w pobliskie góry. Od tysięcy lat Tsaatan przeżywają w skrajnie trudnych warunkach, temperatura w zimie spada do - 50 stopniu, przemieszczając się, ze swoimi stadami i urts’ami (rodzaj namiotu podobny do tipi) 5 - 10 razy do roku w poszukiwaniu miejsc wypasu dla reniferów. Ich egzystencja całkowicie zależy od tych zwierząt, hodują je dla mleka, z którego wyrabiają śmietanę, jogurt i sery, ich mięso jedzą w ostateczności. Renifery również są środkiem transportu. Dzięki szeroko rozstawionym racicom nie zapadają się w śniegu i na mokradłach. Dźwigają drewno na opał i przenoszą cały dobytek Tsaatanów. Dukha trochę pieniędzy zarabiają sprzedając rogi Chińczykom i wyrabiając z nich pamiątki. Niektóre rodziny przemieszają się bliżej popularnego wśród turystów jeziora Khovsgol, żeby zarobić pieniądze użyczając reniferów turystom na przejażdżki. Niestety renifery w niżej położonych rejonach zaczynają chorować.

Ostatnimi czasy w sezonie letnim za niewielką opłatą udzielają turystom noclegu w tipi, a zarobione pieniądze przeznaczają na zakup mąki.

Miałam tylko 14 dni urlopu i wielkie marzenie, żeby spotkać tych ludzi i ich piękne zwierzęta. Jest ze mną Monika - Polka, w której płynie mongolska krew.

Spędzimy z Tsaatanami cztery noce i trzy dni.

Przyjeżdżamy w porze wieczornego dojenia. Nasz gospodarz Birgen wsiada na renifera i zagania młode i matki ze związanymi nogami, żeby za daleko nie odeszły. Łanie z młodymi przywiązywane są do palików zaraz przy tipi. Wreszcie je widzimy. To prześliczne, łagodne zwierzęta niebojące się ludzi. Uwielbiają dostawać kryształki minerałów, dlatego widząc człowieka zaczepiają go pyszczkiem, a nie dostając tego po co przyszły szturchają. W dotyku są miękkie i delikatne. W sezonie letnim gubią sierść, z której Tsaatan robią poduszki, czy ocieplają del. Nasza rodzina ma tylko 30 sztuk wliczając młode. Dojenie należy do obowiązków kobiety, która zakłada specjalny del chroniący przed pryskającym mlekiem i małe plastikowe wiaderko. Z 5 samic jest tylko litr mleka, każda kropla jest na wagę złota. Dojenie jest mozolne, z dużą siłą należy ciągnąć za wymiona. Potem małe są spuszczane i lecą jak szalone do matczynych wymion, niejednokrotnie myląc rodzicielki. Te sprytniejsze podjadają mleko innym. Potem renifery są znowu spuszczane. Chodzą koło naszego obozowiska, małe się ganiają i wydają charakterystyczne dźwięki. W nocy młode wskakują rozpędzone na poły namiotu, dlatego nasz gospodarz zabezpiecza tipi krzakami. O 4 rano gospodyni uwiązuje młode i do ok 9 schodzą się matki i znowu rytuał dojenia się powtarza.

Życie jest ciężkie i brakuje w nim jakiegokolwiek zbytku, wszystko ograniczone jest do ilości niezbędnych do przetrwania. Obowiązki są jasno podzielone między kobietę i mężczyznę. Kobieta doi, przetwarza mleko, gotuje, pierze i zajmuje się domem i dziećmi. Mężczyzna zajmuję się pracami wymagającymi siły fizycznej takimi jak przywożenie drewna na opał, polowaniem, kastracją byków oraz różnego rodzaju naprawami. Jedno uzupełnia drugie i trudno bez siebie przetrwać.

Wszystkie zwyczaje Tsaatan określone są przez potrzeby reniferów i związane z tym życie koczownicze. Miejsce obozowiska zmieniają kilka razy w roku w poszukiwaniu najlepszych pastwisk.

Budzi nas słońce i odgłosy młodych, pies zagląda przez połę namiotu, zaraz za nim wsadza łeb renifer, tutaj nikt się nie spieszy, ale dzień ma swój rytm wypełniony pracą.