WILK NA SZLAKU

Z wykształcenia biolog i geograf. Szczególnie lubi prowadzić wycieczki przyrodnicze - nastawione na poznawanie karpackiej flory i fauny oraz zjawisk geologicznych im towarzyszących. Prowadzi warsztaty przyrodnicze, a także organizuje wyprawy i trekkingowe w różne części świata.

16-10-17

GÓRY PŁACZĄ W ADŻARII - PARK NARODOWY MITRALA

Podczas wędrówki przez gruziński Park Narodowy Mitrala czuliśmy się jak w puszczy równikowej. Mieszkańcy Adżarii mawiają, że tutejsze góry płaczą i nie ma w tym przesady. Przez większą część roku szczyty przykryte są grubą warstwą chmur. Roczna suma opadów wynosi tu przeszło trzy tysiące milimetrów, a deszcz pada praktycznie codziennie. Wilgoć wprawdzie nie jest powszechnie lubiana, ale temu miejscu nadaje niepowtarzalny charakter. Sprzyja rozwojowi jeszcze dotąd nieprzebytych pierwotnych lasów liściastych porastających tę część Kaukazu. Rosną tu buki, kasztany jadalne, a w wyższych położeniach łany rododendronów.

Przyjechaliśmy wieczorem do centrum administracyjnego w miejscowości Chakvi, zbyt późno by kogoś zastać i uzyskać jakiekolwiek informacje. Z wskazówek zapisanych w przewodniku wynikało, że wszelkie trasy trekkingowe zaczynają się, w odległej o 15 km, wiosce Chavistavi. Wydawałoby się, że piętnaście kilometrów to przecież maksymalnie 30 minut jazdy autem. Nie w Mitrala. Po 10 minutach jazdy skończyła się droga asfaltowa i zaczął się leśny, kamienisty trakt, który później zamienił się w regularny potok…. Jak to?! Przecież tam ma być cywilizacja! Wychodzimy z auta, sprawdzamy głębokość rzeki - około 50 cm. Ten bród przejedziemy, ale co jeśli pojawią się kolejne? Oczywiście, że tak było! Na szczęcie udało się przejechać. A co jeśli spadnie deszcz i poziom wody się podniesie. Jak stąd wyjedziemy? Za trzy dni mamy powrotny samolot do Polski. Ryzykujemy! Docieramy do miejsca gdzie znajduje się posterunek straży parku. Zatrzymuje nas dwóch uzbrojonych po zęby, umundurowanych delikwentów. Okazuje się, że to wcale nie strażnicy. Tak wyglądają miejscowi skauci… Siekiera, długa broń, noże przy pasie. Wymarzeni autostopowicze w środku nocy. Aga dyskretnie wyciąga, przygotowany na wypadek spotkania niedźwiedzia, gaz pieprzowy. Po dwóch godzinach, w zupełnych ciemnościach, bezpiecznie docieramy do wioski. Jest tu nowoczesny budynek, w którym mieści się lokalne centrum dla zwiedzających. Można tu nabyć mapy, zasięgnąć informacji, no i zapłacić za pole namiotowe 😊 Skauci pomagają nam rozbić namiot i oferują wszelką możliwą pomoc. Mamy przyjaciół.

Rankiem ruszamy w góry. Nasi „druzja” zniknęli gdzieś w lesie. Poszli do nieopodal położonego rezerwatu Kintrishi. Słynie on nie tylko z dziewiczej przyrody (żyją tam wilki, rysie i niedźwiedzie) ale także z kamiennych mostów łukowych budowanych na przełomie IX i X wieku. Na terenie Adżari znajdowało się niegdyś średniowieczne królestwo Kartlii z dobrze rozwiniętą siecią kamiennych dróg. My pozostajemy w Parku Narodowym Mitrala. Przygotowano tu dla zwiedzających kilka szlaków turystycznych. Wędrówka dostarcza przede wszystkim wrażeń z obcowania z dziką przyrodą. Przedzieramy się przez łany rododendronów, idziemy alejami kasztanowców oplecionych przez wiszące epifity. Naszym celem jest wodospad Tsablnari. Po drodze spotykamy nietypowe dla naszej strefy klimatycznej rośliny. Jedną z nich jest Aristolochia. Gatunek pnącza posiadający specyficznej urody kwiaty. Przypominają one anielskie trąby wydzielające zapach odchodów lub zepsutego mięsa. Ma to na celu wabienie niektórych owadów. Zachęcone odorem muchówki mają zapylić kwiat. Mimo, iż roślinna ta ma zdolności więzienia w kwiecie przybysza nie jest, jak się powszechnie sądzi, owadożerna. Jedynie wykorzystuje łakomstwo owadów dla własnych celów reprodukcyjnych.

Mitala w języku gruzińskim oznacza łzy. Czy ze względu na padające tu codziennie deszcze czy ze względu na zapach Aristolochii wyciskającej łzy po jej powąchaniu? Trzeba ocenić to samodzielnie. Naprawdę warto !