WILK NA SZLAKU

Z wykształcenia biolog i geograf. Szczególnie lubi prowadzić wycieczki przyrodnicze - nastawione na poznawanie karpackiej flory i fauny oraz zjawisk geologicznych im towarzyszących. Prowadzi warsztaty przyrodnicze, a także organizuje wyprawy i trekkingowe w różne części świata.

31-08-2017

UŚPIONY WŁADCA PERSJI

Do Iranu przyjechaliśmy aby zdobyć Wielką Górę. Masyw Damavand (5610 m.n.p.m.) to najwyższy wulkan kontynentu azjatyckiego. Mimo, iż wejście na szczyt tej monumentalnej góry nie wiąże się większymi trudnościami technicznymi, to jednak jej wysokość, częste załamania pogody, silne wiatry oraz wydobywające się w okolicach kaldery opary gazów wulkanicznych sprawiają, że niewielu zachodnich turystów wspina się na jej wierzchołek. Nie bez znaczenia jest też obawa przed samym przyjazdem do Iranu – do kraju postrzeganego w „zachodnim świecie” przez pryzmat terroru, despotyzmu i tyranii. Po przyjeździe Iran jawi się jako kraj przemiłych, uśmiechniętych ludzi, serdecznych dla przyjezdnych, to kraj kibiców zakochanych w siatkówce, a co za tym idzie bardzo szanujących podróżników z Polski (Lachestanu) 😊. Wystarczy szanować lokalne zwyczaje aby z intruza stać się przyjacielem. Jak na starożytne państwo przystało, najwyższa góra Persji owiana jest nimbem legend i tajemnic. Jest symbolem irańskiego oporu wobec wprowadzania na perskie ziemie obcych zasad. W mitologii zoroastrianskiej - przedislamskiej religii powszechnej na ziemiach perskich, Demavent zamieszkiwał mityczny trójgłowy król-smok Aži Dahāka przykuty łańcuchami do ścian jaskini znajdującej się w głębi wulkanu. Zanim jednak wyruszyliśmy w góry postanowiliśmy się zmierzyć z gwarem, zgiełkiem i zanieczyszczonym powietrzem Teheranu - 12 milionowego miasta, pełnego ludzi, skuterów, motocykli i samochodów. Odwiedziliśmy pałace panujących, jeszcze nie tak dawno w Iranie szachów. Podążając za ich bogactwem trafiliśmy do narodowego skarbca. Udostępniony do zwiedzania kryje niewyobrażalne bogactwo. Jest dowodem na to, jak wszechstronnie rozwiniętą cywilizacją było państwo perskie oraz jak dalekie i bezwzględne były podboje perskich władców. Poza muzeami nie można zapomnieć o bazarach. Tu można poczuć kilkusetletnią historię handlu, zarówno z czasów perskich jak i po inwazji arabskiej. Mimo wszechobecnego miejskiego zgiełku nie zapominamy jednak o górach. Teheran leży u ich podnóża. Są to góry Elburs, których najwyższym szczytem jest właśnie Damavand. Aby się na niego wspiąć należy przejechać z Teheranu do śródgórskiego miasteczka Polur, leżącego na wysokości 2270 m n.p.m. W miasteczku załatwiamy wszelkie formalności związane z wejściem na szczyt. Wykupujemy pozwolenie na wejście. Następnego dnia przejeżdżamy wynajętymi samochodami terenowymi do miejsca o nazwie Goosfandsara (ok. 3000 m.n.p.m.) gdzie znajduje się niewielki meczet oraz początek naszego szlaku na Damavand. Tutaj część bagaży przeładowywujemy na dzielne muły, a sami z niewielkim bagażem ruszamy do schroniska Bargah-e Sevom (4200 m n.p.m.), które będzie naszą bazą wypadową. Kolejny dzień poświęcamy na spacery i wypoczynek aby pozwolić naszym organizmom przyzwyczaić się do mniejszej zawartości tlenu w powietrzu. Psuje się pogoda dlatego kolejnego dnia mamy tylko kilka godzin aby wejść na szczyt i bezpiecznie wrócić, zanim rozpęta się burza i Aži Dahāka wygoni nas na dół. Ruszamy o 5.00 mijając wolno idące tłumy Irańczyków. W okolicach 10.00 jesteśmy już na szczycie. Aži Dahāka pewnie się obudził ponieważ ostatnie dwieście metrów podejścia na szczyt to przedzieranie się przez gęste opary siarki. Nawet świeżo spadły śnieg pokryty jest przez żółty nalot. Lekko przytruci oparami wracamy do obozu. Szczęśliwi, że smok pozwolił nam zbliżyć się do swego królestwa. Ale komu miał pozwolić jak nie nam obywatelom Lahestanu?! Po arabsku słowo „Lah” ma dodany przedrostek określony Al. Stąd wziął się słynny Allah, co znaczy dosłownie „ten Bóg” lub „Bóg właściwy”. Dlatego Lahestan po arabsku poza Krajem Lachów również znaczy Kraj Bogów 😊