RAZEM PRZEZ KONTYNENTY

Urodzeni by podróżować, razem już od 19 lat. Odwiedzili ponad 50 krajów. Wszystko co robią w życiu, robią z myślą o wspólnych podróżach. Bez nich nie mogliby już żyć.

25-09-2017

(NIE)BEZPIECZNY IRAN

Powszechne jest przekonanie, że Iran jest niebezpieczny. Takie właśnie było zdanie większości naszej rodziny i znajomych, którym ten kraj przedstawiliśmy jako destynację naszej kolejnej 3-tygodniowej wyprawy. A że z obalaniem stereotypów mieliśmy już nieraz do czynienia to i tym razem postanowiliśmy udowodnić, że jest inaczej.

Do tej podróży trzeba było specjalnie się przygotować w kwestii ubioru ze względu na obyczaje islamskie. O ile Adam musiał mieć na sobie długie spodnie i T-shirt to mój strój wymagał zakupu garderoby od stóp do głów i składał się z długich lnianych spodni, bawełnianej tuniki z długim rękawem oraz hidżabu czyli specjalnie zawiązanej chusty zasłaniającej głowę, włosy i szyję. Szczytem ekstrawagancji były gołe stopy w sandałach. Ku mojemu zaskoczeniu irańskie wysokie temperatury znosiłam bardzo dobrze. Taki strój sprawdziłby się tak samo rewelacyjnie na pustyni bo im mniejsza odkryta powierzchnia skóry, tym mniejsza utrata płynów w organizmie.

Naszą podróż zaczęliśmy od teherańskiego lotniska, z którego bezpośrednio, dla oszczędności czasu, przedostaliśmy się do Kaszanu. W jego okolicy odwiedziliśmy też wieś Abjane. Stamtąd pojechaliśmy do 3-ego co do wielkości miasta Iranu czyli Isfahanu, w którym spędziliśmy kilka dni napawając się jego zabytkami i klimatem. Plac Imama jest jego ikonicznym symbolem. Dalej według planu podróży zawitaliśmy do Jazdu, miasta o 3000-letniej historii. Tam widzieliśmy kulminację obchodów święta Ashura, które dla szyickich muzułmanów jest, jak chrześcijańska Wielkanoc, najważniejszym świętem religijnym w roku, upamiętniającym smutne i krwawe wydarzenia. Dziś jest już bardziej ulicznym teatrem.

Jazd ma wiele atrakcji. Starożytny układ wąskich ulic, gliniane domy starego miasta, badgiry czyli wieże wiatru, podziemny młyn wodny i tradycyjne hotele tworzą unikalny charakter tego pustynnego miasta. To właśnie dzięki swojemu położeniu na skraju dwóch pustyń i odosobnieniu przez wiele wieków stanowił schronienie dla Zaratusztrian – wyznawców najstarszej monoteistycznej i pierwszej irańskiej religii, zanim na tych ziemiach nastał islam. Do dziś mieszkają tu czciciele ognia i Zaratusztry. Atrakcją Jazdu są Zaratusztriańska Świątynia Ognia, w której ogień podtrzymywany jest od 1500 lat i Wieże Milczenia, w których jeszcze do lat 70-ych XX wieku składano ciała zmarłych, aby zostały rozszarpane przez sępy.

Potem autostopem przez Sarjazd i Meymand przedostaliśmy się dalej na południe do Bandar Abbas, a następnie promem na wyspę Keszm, która leży w Zatoce Perskiej. Tam zamieszkaliśmy w środku wyspy, w irańskim B&B o nazwie Haft Rangoo. Stąd wyprawialiśmy się zwiedzać miejscowe stocznie tradycyjnych łodzi rybackich – lenge. Motorówką, prowadzoną w iście karkołomny sposób, opływaliśmy lasy namorzynowe podziwiając niesamowitą ilość ptaków. Ornitolodzy byliby tutaj wniebowzięci. Zdecydowanie największym hitem tej wyspy są formacje skalne i Dolina Chahkooh z kanionem jak z bajki, znajdująca się na terenie geoparku. To miejsce, choć nie jest ogromne, jest tak urzekające, że aparat nie chce przestać robić sam zdjęć, a kamera kręcić filmów. 😉 A to jeszcze nie koniec atrakcji. Na deser zostawiliśmy sobie penetrację jaskini solnej Namakdan. Ale ta super przygoda będzie opisana przy okazji tekstu o podziemiach.

Gościnną wyspę opuściliśmy autokarem, który dowiózł nas do pięknego Sziraz, które od XIII wieku było centrum kultury i sztuki perskiej. W okolicy zwiedziliśmy nekropolie królewskie Naghsze-Rustam i jedną z czterech starożytnych perskich stolic, słynne Persepolis. Tam szach Reza Pahlawi (nazbyt) uroczyście świętował 2500-lecie Imperium Perskiego, co było pierwszym kamykiem poruszającym rewolucję islamską, która 8 lat później zmieniła system polityczny tego kraju. Jadąc przez Teheran i Hamadan zawitaliśmy do kolejnej jaskini, tym razem wodnej, Ali Sadr. Aby stamtąd przez Masuleh i zamek Rudkhan dojechać nad Morze Kaspijskie do eko-gospodarstwa Gileboom, którego właściciele rzucili swoje poprzednie zajęcia, przenieśli się na drugi koniec kraju i przyjmując turystów z Iranu i z całego świata oprowadzają po miejscowych zakładach rzemieślniczych, edukując i ratując ginące zawody.

Zwieńczeniem wyprawy był oczywiście Teheran, który przemierzaliśmy głównie metrem. We wszystkich środkach komunikacji miejskiej w Iranie obowiązuje podział ze względu na płeć. Z przodu pojazdu jeżdżą panie, a z tyłu panowie. Wyemancypowane Iranki i zagraniczne turystki mogą jeździć w przedziałach dla mężczyzn. Muszę przyznać, że Irańczycy pozytywnie mnie zaskoczyli. Gdy w metrze robiło się tłoczno, robili wokół mnie wolną przestrzeń, abym czuła się komfortowo. Gdy w tym samym czasie oni gnietli się człowiek na człowieku, jak śledzie w beczce. Takich przejawów kultury i serdeczności było znacznie więcej podczas całej podróży, dlatego Iran dla nas to zdecydowanie bezpieczny i przyjazny kraj, a do tego przepiękny.