RAZEM PRZEZ KONTYNENTY

Urodzeni by podróżować, razem już od 19 lat. Odwiedzili ponad 50 krajów. Wszystko co robią w życiu, robią z myślą o wspólnych podróżach. Bez nich nie mogliby już żyć.

26-10-2017

SŁONA KAWA U GORĄCYCH ŹRÓDEŁ

Amerykański pisarz Mark Twain powiedział: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.”

My wielokrotnie już opuszczaliśmy naszą bezpieczną przystań i odkrywaliśmy miejsca nam nieznane. Tak również było wtedy, kiedy postanowiliśmy jechać do Etiopii. Zrobiliśmy północną pętlę: Addis Abeba – wodospady Tys Ysat – Bahir Dar – jezioro Tana – Gonder – wioska Felasha – góry Siemen – Aksum – Lalibela – Addis Abeba. Następnie ze stolicy wyprawiliśmy się samochodem do gorących źródeł w Wondo Genet. Zamieszkaliśmy w jedynym z hoteli w okolicy. Szybko się tam zaklimatyzowaliśmy, choć trzeba było uważać, żeby w naszym pokoju nie zadomowiły się również koczkodany, które przez uchylone okna bardzo chętnie zaglądały do środka i kradły co pierwsze wpadło im w ręce.

Na drugi dzień w Wondo postanowiliśmy skorzystać z atrakcji dla której tu przyjechaliśmy czyli zanurzyć się w gorących źródłach. Tak jak zwykła robić to w weekendy stołeczna etiopska elita. Na miejscu okazało się, że obok skał, z których kaskadą spływała gorąca wulkaniczna woda, były dwa baseny – jeden duży i głęboki, a drugi mały i płytki, a la większe jacuzzi. W tym pierwszym taplali się mężczyźni, a w drugim same kobiety. Wszyscy trzymali się raczej blisko brzegów. Byliśmy tam jedynymi białymi. To nic że opaleni abisyńskim słońcem. Przy miejscowych wyglądaliśmy jak blade twarze.

Ponieważ nie było żadnej informacji o segregacji płciowej, oboje udaliśmy się do większego basenu z widokiem na kaskadę. W tym momencie oczy całego obecnego towarzystwa zwróciły się na mnie. Widać w nich było duże zaskoczenie. Po pierwsze dlatego, że kobieta w dużym basenie, po drugie biała, po trzecie umie pływać. To się do tej pory tam nie zdarzało

Kilku panów odważyło się wypłynąć z nami na środek basenu, czym udowodnili, że jednak potrafili pływać. Chwilę później młoda Etiopka wyszła z małego basenu, weszła do dużego i zaczęła pływać obok mnie. I tak zapoczątkowałam rewolucję obyczajową w Wondo.

Kolejnego dnia byliśmy umówieni z miejscowym nastolatkiem, że oprowadzi nas po okolicy, a przy okazji poćwiczy swój angielski. Okolica bardzo się nam podobała. Schodząc ze wzgórza mijaliśmy chatę. Zaraz obok niej w polu trzciny pracował mężczyzna. Zagadał coś do naszego przewodnika. Okazało się, że zaprasza nas do swojego domu na kawę. W chacie była młoda kobieta, żona gospodarza z czwórką dzieci. Pochodzili z ludu Sidamo. W domu warunki były spartańskie, ale gospodarze poczęstowali nas wszystkim co mieli. Na początek dostaliśmy po kawałku trzciny cukrowej, która rośnie za miedzą. Mieliśmy się w nią wgryzać i wysysać słodki sok. Rany, wbiłam w kolbę swoje zęby raz i nie mogłam ich uwolnić. Czułam, że łapie mnie szczękościsk. To było karkołomne zadanie. W tym samym czasie gospodyni przygotowywała kawę, według etiopskiego ceremoniału. Bo to właśnie Etiopia jest kolebką kawy. To tutaj wiele wieków temu przybyli arabscy kupcy, posmakowali ciemnego płynu. W języku amharskim kawa to buna. A że kupcy zapomnieli tej nazwy, za to zapamiętała im się nazwa regionu Kaffa to na cały świat rozprzestrzeniło się słowo o podobnym brzmieniu caffè, coffee, kawa jako nazwa napoju. Kiedy już kawa była gotowa nasi gospodarze ją…posolili. To było jeszcze bardziej ekstremalne doznanie niż trzcinowy kij do gryzienia. Dlaczego gospodarze posolili kawę? Otóż był to symbol najwyższej gościnności. Cukier w formie trzciny rośnie za domem, a żeby zdobyć sól trzeba iść 2 dni na targ. Sól jest tu cenna i ma swoją wartość, wyższą niż cukier. Okazaną nam gościnność odwzajemniliśmy pocztówką z Warszawy. Po reakcji rodziny Sidamo mieliśmy wrażenie, że od dziś będzie to najcenniejsza rzecz w ich chacie. Dni spędzone w Wondo Genet i ludzi tam spotkanych będziemy pamiętać zawsze, tak jak całą podróż do Etiopii. To była nasza podróż życia. Dlatego warto opuszczać bezpieczną przystań i odkrywać miejsca, ludzi i chwile, które ubogacą nasze życie.