RAZEM PRZEZ KONTYNENTY

Urodzeni by podróżować, razem już od 19 lat. Odwiedzili ponad 50 krajów. Wszystko co robią w życiu, robią z myślą o wspólnych podróżach. Bez nich nie mogliby już żyć.

18-09-2017

TANIEC I PODRÓŻE

Taniec z naszymi podróżami przeplata się w dwóch wątkach: wyjazdy na festiwale oraz „taniec przygodny”.

Podczas podróży nastawionych na zwiedzanie mniej lub bardziej przypadkowo zdarza się nam zatańczyć przy różnych okazjach. Czasem jest to wybranie się na miejscową salsotekę, jak w Buenos Aires (gdzie o godzinie 0:30 dopiero trwała lekcja przedimprezowa), parę kawałków na potańcówce zorganizowanej przez pensjonat w meksykańskiej Meridzie, albo „wczesanie się” na wesele w Stanisławowie/Iwano-Frankowsku, które odbywało się w tym samym hotelu, w którym mieszkaliśmy. Trzeba było widzieć miny gości weselnych, gdy do jakiegoś biesiadnego hitu znad Dniepru zatańczyliśmy angolską sembę.

Zupełnym zaskoczeniem było wygranie konkursu salsy kubańskiej w klubie w Tbilisi, w którym … wcale nie startowaliśmy. Gwoli prawdy – udział w nim wzięła Wiolka i współpodróżujący z nami po Kaukazie Rusłan. Usłyszeli muzykę i po prostu ruszyli na parkiet. Kilkanaście minut później w klubie zaczęły się przemowy w niezrozumiałym dla nas języku gruzińskim i nagle uwaga sali skupiła się na naszych tancerzach. Ktoś zaczął tłumaczyć na angielski czy rosyjski i okazało się, że otrzymują od właściciela klubu w nagrodę kilka butelek zacnego trunku.

Zupełnie inną kategorią są wyjazdy na festiwale taneczne. Można oczywiście potańczyć u siebie albo wybrać się do któregoś z dużych miast w Polsce obfitujących w takie wydarzenia: Warszawy, Łodzi, Gdańska, Poznania, Wrocławia, Katowic, Krakowa czy Bielska-Białej. Można też skoczyć do Poraja czy szeregu miejscowości na Mazurach czy nad Bałtykiem, gdzie organizowane są różne imprezy weekendowe, obozy czy nawet wakacje taneczne.

Warto jednak też ruszyć się za granicę. W każdym kraju można coś znaleźć. Jeśli ma być blisko to kapitalne imprezy kizombowe organizowane są w Wilnie i Kłajpedzie. Warto też zajrzeć do Bratysławy, Pragi, Berlina czy Monachium. Sporo dzieje się we Francji, Hiszpanii, Skandynawii czy Ukrainie.

Odwiedzane chętnie przez Europejczyków festiwale zarówno salsowe, jak kizombowe odbywają się nawet w Egipcie i Tunezji. Twardziele jeżdżą „do źródeł” czyli na Kubę (salsa) i do Angoli oraz na Wyspy Zielonego Przylądka (kizomba, semba).

Dla nas celem nr 1 są jednak dwie destynacje: Lizbona i Porto w Portugalii oraz chorwacki Rovinj. Znawcom tematu wiele powiedzą nazwy LIKE, DMAES czy Tá Fixe. To perfekcyjnie zorganizowane festiwale, podczas których można uczyć się od najlepszych instruktorów – zarówno Angolczyków i Kabowerdyjczyków, jak i Portugalczyków, którzy zawiłości afrykańskich figur, stylu czy tricków doskonale potrafią wytłumaczyć Europejczykom.

Jeśli mamy natomiast więcej czasu i chcemy sprawdzić swoją formę taneczną to należy się udać do Rovinja w Chorwacji. To dwa festiwale w dwa kolejne weekendy. Pierwszy to Summer Sensual Days, a drugi - Croatian Summer Salsa Festival. To 10 czerwcowych dni, gdy w całym miasteczku rozbrzmiewają wszelkie rodzaje salsy, kizomby, semby i bachaty. Można brać udział w warsztatach, imprezować za dnia na plaży i nocą na 4 lub 5 parkietach w Adrisie. W ofercie są koncerty na rynku, pool parties i rejsy statkami z DJ’em. Jakieś 30 godzin zabawy na dobę.

Ale nie tylko zabawy, wyobrażacie sobie jaką mamy kondycję po powrocie z takich aktywnych wakacji. Żadna dieta nie jest potrzebna.